Siedem rzeczy, które zrobiłam w Polsce

Za każdym razem jak odwiedzam rodzinę w Polsce, robię kilka stałych rzeczy, niektóre bo po prostu brak mi ich w USA, inne ze względu na koszty, a jeszcze po prostu z przyzwyczajenia. Oto moja lista.

  1. Wybrałam się do kosmetyczki na peeling. Ceny tego typu zabiegów w USA są bardzo wysokie, za koszt jednego mogę zrobić trzy w Polsce.
  2. Zjadłam pączka. Obowiązkowo, bo w USA znajdziemy tylko te z dziurką, a jak wiadomo to nie to samo.
  3. Kupiłam całą masę polskich gazet i magazynów. Robię to zawsze odkąd pamiętam. Dawniej prosiłam mamę, aby kolorowe magazyny czekały na mnie już w domu.
  4. Zrobiłam sobie nareszcie porządny pedicure. W USA zabiegi na stopy są robione trochę po macoszemu-szybko i niedokładnie. Cała przyjemność jest także po mojej stronie, jeśli chodzi o rozmowę z panią kosmetyczką.
  5. Wchłonęłam pierogi domowej roboty. To moje polskie must z babcinej kuchni.
  6. Poszłam do drogerii po polskie kosmetyki. Nie wiem, czy są rzeczywiście lepsze, jednak takich w USA nie znajdę:)
  7. Poszłam na długi spacer po mieście. W USA brakuje możliwości pójście gdziekolwiek piechotą, bez konieczności poruszania się wszędzie samochodem.ameliaW restauracji z dziadkiem.kasiaJedna rzecz się nie zmieniła- dalej nie śpię w nocy.
This entry was posted in Poland.

Sentymentalnie z ojczyzny

dziadek

90 lat różnicy.

Za każdym razem jak odwiedzam moje niewielkie miasto, mam wrażenie jakbym się przenosiła do przeszłości, gdzie wszystko stanęło w miejscu, a ja nadal mam szesnaście lat i chodzę do liceum. Wzdycham, przypominam sobie piękne beztroskie czasy i nachodzą mnie wspomnienia. Tym razem upływ czasu odczuwam ze zdwojoną mocą, ponieważ przyjechałam do domu rodzinnego z własnym dzieckiem, za które jestem odpowiedzialna, a ta odpowiedzialność do prosta droga do czegoś, zwanego dorosłością. Tej szesnastoletniej dziewczyny już nie ma, a będąc tutaj strasznie mi jej brak. Został budynek mojej szkoły, niektóre kawiarnie, murki i sklepy, ale zmienił się kontekst, bo wszyscy poszli do przodu. Znajomi i przyjaciele biorą śluby, mają dzieci, pracują i to wszystko jeszcze bardziej napawa mnie refleksją. Moja cała młodość i dzieciństwo zamknięte są w uliczkach tego miasta jak w kapsule, a ja spacerując z Amelią w nosidełku coraz widzę tą młodą dziewczynę w krótkich rudawych włosach, idącą do szkoły.

Z jednej strony jakoś mi słodko-smutno, a z drugiej wiem, że taka jest kolej rzeczy, że wszystko się zmienia, dojrzewa, a nam w rezultacie pozostają wspomnienia, snute gdzie po drugiej stronie Atlantyku.

This entry was posted in Poland.

O nas na Onet.pl

165E513C-34C1-42C0-B3B8-682F7BE7CDBC

W Polsce czas zawsze szybko mi leci. Codziennie trzeba gdzieś iść, kogoś spotkać, coś kupić. Amelia chyba się cieszy i na pewno ma dużo wrażeń.

W międzyczasie dzielę się z Wami fajnym artykułem na Onet.pl o naszym baby moon:) Znajdziecie do tu.

Pozdrowienia ze Słupska

Raz dwa trzy w Polsce my

kasiaamelia

Nieedytowane selfie z pokładu samolotu

Jesteśmy! Podróż minęła dobrze. Amelia zasnęła po dwóch godzinach lotu i spała aż do momentu zapalenia się światła przed podanie śniadania. Było to jednak o drugiej w nocy czasu kalifornijskiego, więc dzień zaczęła wcześniej. Nie płakała ani razu, a ani start ani lądowanie nie przysporzyło jej jakichkolwiek problemów.

Na lotnisku przy odprawie i kontroli oraz podczas lotu wszyscy byli bardzo pomocni. Na lotnisko w San Francisco przyjechaliśmy wcześniej i wszystko robiliśmy na spokojnie. Mogliśmy mieć także wózek aż do samego wejścia do samolotu, co było dość wygodne bo Amelia ucięła tam sobie drzemkę na lotnisku. Potem odebraliśmy go już dopiero w Polsce.

basinette

Ktoś leciał w pierwszej klasie.

Podczas przesiadki w Kopenhadze poszłyśmy do lounge, gdzie ja dostała zasłużoną kawę, a mała poszła spać. Tam też przeczekałyśmy trzy godziny przed lotem do Gdańska. Największym problemem była podróż samochodem do Słupska. Amelia płakała do nieprzytomności po o długim dni i z nadmiaru wrażeń. Skończyło się to tym, że wiozłam ją na kolanach, karmiąc….nielegalnie tak wiem.

Do tej pory ma lekkiego jet laga, ale o dziwo po przyjeździe w nocy poszła spać i spała do 10 rano. Po kilku dniach zaczyna się przestawiać do lokalnego czasu i jej schemat dnia przypomina ten w USA.

Podróż z dzieckiem była wymagająca, ale nie okazała się być szczególnie straszna, a mała pozytywnie ją zniosła.

To na tyle póki co, a ja idę zajrzeć do lodówki:)

Podróż z dzieckiem: pakowanie

IMG_4596

Pamiętam czasy kiedy mój bagaż podręczny składał się z dobrej książki, kremu nawilżającego i wygodnych rzeczy na przebranie do samolotu. Ten etap mam już zdecydowanie za sobą i właśnie rozpoczynam nową erę- podróży z dzieckiem.

Jestem właśnie w trakcie przygotowań do wyjazdu i podczas gdy spakowanie walizki nie jest jakimś specjalnym wyzwaniem, ot ubrania i trochę przyborów do pielęgnacji, bo duża część potrzebnych rzeczy czeka na nas w Polsce, to skompletowanie torby podręcznej to misja. Ciężko przewidzieć, jak minie podróż i co tak naprawdę przyda się podczas lotu i międzylądowań, dlatego też postanowiłam spakować się trochę na zapas i wziąć ze sobą rzeczy, dzięki którym stworzymy ruchomy dom daleko od domu.

IMG_4595

Oto moja super-lista.

♡ Pieluchy, chusteczki nawilżające i watki, czyli oczywista oczywistość dziecięcej toalety.

♡ Jednorazowe woreczki na suwak do rudnych pieluszek.

♡ Trzy małe słoiczki z jedzeniem, aby utrzymać zwyczaje żywieniowe z domu oraz łyżecza do karmienia, śliniak i ręczniczek.

♡ Ubranka na zmianę, bo na pewno nie chcesz znaleźć się w sytuacji, kiedy niespodziewana eksplozja pobrudzi odzież bobasa.

♡ Sweter i czapeczka, w razie zimna, a w naszym przypadku szoku termicznego Kalifornia- Polska.

♡ Kocyk do kojca w samolocie, bo te które dają linie lotnicze są no powiedzmy nieswoje.

♡ Smoczek, który może przydać się podczas lądowania.

♡ Kilka zabawek, bo dziecko powyżej 3 miesiąca szybko się nudzi.

♡ Dziecięcy środek przeciwbólowy, w razie bólu uszu po lądowaniu.

♡ Duża dawka cierpliwości i dobrego humoru- bez tego nawet nie warto wychodzić z dzieckiem z domu.

Bierzemy ze sobą także wózek, który oddamy dopiero przed wejściem do samolotu, tak aby Amelia mogła się zdrzemnąć na lotnisku.