Palo Alto

To był nasz pierwszy weekend od początku roku, kiedy gdzieś się wybraliśmy. Pojechaliśmy na szybki lunch do Palo Alto i spacer po Stanford Shopping Mall. Jutro razem z Amelią wylatujemy, więc był to krótko mówiąc obiad pożegnalny przed naszą kilkutygodniową rozłąką. C. będzie tęsknić, szczególnie za Amelią, a my za nim i naszym życiem w USA. Cieszę się jednak, że wszystkich zobaczę, a w szczególności, że spędzę czas z babcią.

Wylatujemy jutro o 20.50 z San Francisco do Monachium, a po dwugodzinnej przesiadce do Gdańska. Tym razem postanowiłam zapłacić trochę więcej i polecieć linią Lufthansa, zważywszy na ich krótsze przesiadki i lot powrotny, który odbywa się w dużej mierze w nocy. I tym razem zarezerwowałam łóżeczko, więc Amelia w przeciwieństwie do mnie będzie smacznie spała. Tak jak poprzednio do podróży przygotowywałam się kilka dni, wszystko skrupulatnie planując i robiąc listy, tak tym razem wiedziałam dokładnie co zapakować do walizki i torby podręcznej i muszę przyznać, że spakowałam się bardzo minimalistycznie. Stwierdziłam, że jeśli czegoś mi zabraknie, to dokupię w Polsce.

Tak zatem wyruszamy i podobno mam szansę zobaczyć śnieg.

17.02.2017

Amelia skończyła rok. Nie wiem kiedy to minęło, a czas pędzi jak szalony. Z małej popiskującej istotki zmieniła się w dziewczynkę z prawdziwego zdarzenia. Dla mnie oznacza to, że już od roku jestem w nowej roli, a wspomnienie życia sprzed Amelii staje się coraz bardziej rozmyte.

Po roku macierzyństwa muszę stwierdzić, że mimo tymczasowego przewrotu w życiu po urodzeniu malucha, wszystko w końcu się układa, a codzienność nabiera przewidywalnych kształtów. Okres od 9 miesiąca do teraz jest moim ulubionym okresem w pierwszym roku życia. Amelia potrafi zająć się sobą, jest mobilna, lubi się z nami bawić i ogólnie spędzanie z nią czasu to sama przyjemność. Ma określone godziny posiłków, drzemek i spania w nocy. Pozwala nam to lepiej zaplanować nasze dni i daje swobode organizowania czasu wolnego. Nadal nie mamy przetestowanej niani, ale w połowie maja Amelia idzie do żłobka, a ja zaczynam intensywnie rozglądać się za pracą.

Mimo iż opieka nad dzieckiem wymaga dodatkowych nakładów czasu, to mit matki bez makijażu i w brudnych włosach to rzeczywiście tylko mit. Po tym jak położę Amelię spać znajduję czas, żeby zadbać o siebie, przeczytać książkę, czy posiedzieć na Internecie. Owszem wyjścia trzeba planować i na spontaniczne wypady raczej nie ma co liczyć, jednak jak mam ochotę gdzieś się wyrwać, to z Amelią zostaje C. i nie ma z tym najmniejszego problemu.

Na początku przez jakiś czas po urodzeniu Amelii musieliśmy się dotrzeć ponownie nie tylko jako rodzice, ale także jako partnerzy. Następnie jak w każdym długoletnim związku trzeba trzeba znaleźć dla siebie czas i zaplanować wspólne spędzanie czasu bez dziecka oraz nauczyć się widzieć w swojej drugiej połówce nie tylko ojca swojego dziecka, ale także partnera życiowego, którego darzy się uczuciem.

Czekam teraz tylko jak słodka Amelia zamieni się we wredną dwulatkę z atakami histerii. Ale chyba i to przeżyjemy. Dzieci to fajna sprawa, ale do tej pory nie wiem, jak radzicie sobie z dwójką, a o większej liczbie już nie wspomnę.

W sobotę świętowaliśmy urodziny Amelii, a to był jej pyszny tort z cukierni Sweet Tooth Confections w San Jose.

Polska za tydzień

Sześciomiesięczna Amelia i ja w samolocie w drodze do Gdańska.

W grudniu moja babcia dostała udaru. Leżała w szpitalu, rehabilitowano ją, jej stan choć nie zbyt dobry, był stabilny. Codziennie udawało mi się być z nią w stałym kontakcie przez FaceTime i byłam na bieżąco informowana przez rodzinę o jej zdrowiu. Zaplanowałam i zarezerwowałam bilety na koniec marca, żeby móc spędzić czas z babcią przez cały kwiecień. W środę jednak dostałam telefon, że sprawy nie wyglądają najlepiej i żebym postarała się przyjechać szybciej. Tak więc zmieniłam bilet i lecę w niedzielę za tydzień sama z Amelią. Bardzo słodko-gorzki ten wyjazd, z naciskiem na gorzki.

This entry was posted in Poland.

Zielona Karta!

Na dobre rozpoczęcie weekendu dostaliśmy list, że przyznano nam Zieloną Kartę i że jest ona już w drodze. Hulaj dusza piekła niema i mimo, że nie wiemy do końca czy zostajemy w USA na zawsze, i czy będzie to stan Kalifornia, to dobrze jest mieć zabezpieczenie w postaci stałego pobytu. Czekaliśmy ponad rok i się w końcu doczekaliśmy.

Tym czasem uciekamy do Cosco na zakupy volume, czyli w stylu amerykańskim;)

 

Tydzień słońca, morza i tacos

Jesteśmy z powrotem w domu po tygodniu błogich wakacji w Meksyku. To były nasze pierwsze rodzinne wakacje i ze względu na Amelię postanowliśmy cały tydzień zostać w hotelu. Podbnie jak na nasz miesiąc miodowy, także i tym razem polecieliśmy do Cancun, miasta najdującego się u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej, słynącej ze swojej lazurowej wody. Poprzednim razem zatrzymaliśmy się w hotelu tylko dla dorosłych, tym razem w tym przyjaznym rodzinom.

Również i tym razem podróż samolotem przebiegła bez większych problemów, jako że lot był przez noc.  Przez siedem dni nie robliśmy dosłownie nic. Dzień zaczynaliśmy od dekadenckiego śniadania, drzemki i kawy na balkonie, a następnie szliśmy na plażę i basen i tak w kółko. Jako że był to hotel all inclusive, jedliśmy i piliśmy do woli w siedmiu dostępnych restauracjach. Trzy razy dziennie jakoś daliśmy radę jeść w miejscu publicznym z bardzo ruchliwym dzieckiem. Cały rytm dnia też zmieniliśmy na wakacyjny,  gdzie Amelia mogła iść spać później i tym samy wszyscy spaliśmy aż do ósmej, co kiedyś było dla nas na wakacjach środkiem nocy.

Oczywiście wakacje z małym dzieckiem jakkolwiek fajne by nie były, różnią się od tych tylko we dwoje. Nie było powolnych poranków, wylegiwania się i spania na leżakach i popijania wina do nocy w hotelowych barach. Mimo że Amelia spała na plaży, chętnie kąpała się w basenie i ogólnie nie marudziła , to często z zazdrością patrzyliśmy na bezdzietne pary.

Ogólnie z całego serca polecam Meksyk, Cancun i hotel Hyatt Ziva. My na pewno wrócimy tam w przyszyłmy roku.

Restauracja na plaży z najlepszymi tacos i owocami morza. Nie wspomnę już, że od przyjazdu jestem już na ścisłej diecie.

Amelia konsumująca koktajl z mango na podwieczorek.

Nasz plac zabaw.

Fale były atrakcją numer jeden.

Piękny Meksyk. Mimo że doświadczaliśmy bardzo małego kawałka tego kraju, to zakochaliśmy się w tamtejszej kulturze, a przede wszystkim we wspaniałych ludziach.

Moje 30 urodziny! Z tej okazji poszliśmy do francuskiej restauracji, a Amelia została z opiekunką w pokoju. Kolejnym plusem hotelu było to, że miał nianie i klub dla dzieci, gdzie można zostawić dziecko na cały dzień, jednak maluch musi mieć ukończone 4 lata.

This entry was posted in Travel.