Happy hump day

W niedzielę obejrzałam ostatni odcinek serialu Girls, z kultową Leną Dunham w roli głównej i jej trzema przyjaciółkami. Akcja sześciu sezonów Dziewczyn toczy się w Nowym Jorku i w skrócie jest to historia o dorastaniu, upadaniu, przyjaźni i szukaniu własnej drogi.

I tak sobie myślę jaką świeżość ten serial wniósł do współczesnej telewizji. Nareszcie ktoś przedstawił historię młodych kobiet bez niepotrzebnego koloryzowania, bredzenia o figurze i tym, że celem życiowym każdej dziewczyny jest znalezienie idealnego księcia.

Girls przypomniały mi też o moim własnym wieku – niedawno skończone 30 lat, i każdy odcinek który oglądam w pewnym sensie bez litości uświadamia mi, że moje lata 20 dawno już przeminęły, a ja po cichu marzę żeby znowu mieć 21 lat i znaleźć się na początku drogi, kiedy nie wiedziałam do końca o co mi w tym życiu chodzi.

 

 

This entry was posted in Culture.

Weekend Wielkanocny

Wielkanoc nie jest szczególnie obchodzonym świętem w USA i ja sama mam do tej okazji mało emocjonalny stosunek. Nie mamy tu długiego weekendu, więc większość ludzi traktuje Wielkanoc jako zwykła sobotnią i niedzielną przerwę od pracy. Owszem jako dziecko lubiłam robienie pisanek i chodzenie ze święconką, co chętnie będę praktykować jak Amelia trochę podrośnie, jednak samo śniadanie i te kilka godzin z rodziną przy stole nie robiło na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia.

Korzystając ze słonecznej pogody pojechaliśmy dziś do miasteczka Pleseanton. we wschodniej części zatoki San Francisco, gdzie poniekąd myślimy o kupieniu domu. Po szybkim lunchu zabraliśmy Amelię do parku, a potem pojechaliśmy do znajdującego się w pobliskim Livermore outletu z markami premium. Po dwudziestu minutach usilnych prób znalezienia miejsca parkingowego poddaliśmy się i wróciliśmy do domu.

Jutro ma padać, więc po na wpółuroczystym śniadaniu będziemy zapewne zmuszeni do spędzenia reszty dnia w domu.

Wesołych świąt i smacznego jakja!

SAHM

W sobotę zakończyliśmy trzyletni leasing naszej Mazdy i czekamy na Volvo, które płynie do nas właśnie ze Szwecji, a w międzyczasie jeździmy innym wypożyczonym Volvo. Pojechaliśmy na lunch do Panera Bread, a reszta dnia zleciała na niczym. Podobnie w niedzielę, relaks, a po południu impreza z okazji roczku. W drodze powrotnej Amelia zasnęła w wózku, a my poszliśmy na małą speed date do Peet’s Coffee.

A teraz z innej beczki- jestem w trakcie poszukiwania pracy. Cieszę się, że miałam możliwość zostania z Amelią w domu przez ponad rok, ale nie wyobrażam sobie bycia STAHM (stay at home mom). Szanuję wybór innych, aby poświęcić się rodzinie, ale dla mnie zajmowanie się dzieckiem na pełen etat robi się po jakimś czasie zwyczajnie nudne, a obowiązki domowe monotonne. Osobiście potrzebuję stymulacji umysłowej, wyzwań i rozwoju. Lubię być rodzicem, ale musi to być w równowadze z życiem zawodowym, małżeńskim i czasem dla siebie. Zdecydowanie chętniej przebiorę szpilki na buty sportowe i popędzę na plac zabaw, bo taka różnorodność ról nie pozwala się nudzić, a jak wiadomo nuda zabija ducha.

 

This entry was posted in Career.

Co u nas

Poza tym, że w San Jose zawitała wiosna, a raczej lato, to w ten weekend podjęliśmy decyzję, co będzie z naszą przyszłością. Długo się zastanawialiśmy, czy nie przenieść się do równie słonecznej Australii, dokąd w lipcu zeszłego roku nawet dostałam wizę. Głównym argumentem było miasto pełne krewnych i przyjaciół oraz fakt, że Amelia będzie wychowywać się wśród rodziny. Oboje lubimy też kosmopolityczne Melbourne.

Ale…

Po tym jak dostaliśmy zieloną kartę dwa miesiące temu zaczęliśmy się wahać i trochę zaczęło nam być szkoda wyjeżdżać ze słonecznej Kalifornii. Po prawie czterech latach w USA zadomowiliśmy się tutaj, mamy znajomych, swoje ulubione miejsca, wiemy jak funkcjonuje to i owo. I na samą myśl, że mielibyśmy się znowu przystosowywać do nowego miejsca zaczęły nas przechodzić ciarki. Jednak najważniejszym argumentem była możliwość pracy w Dolinie Krzemowej, która jest marką na całym świecie. Stwierdziliśmy, że oboje możemy tu rozwinąć skrzydła jak nigdzie indziej.

Tak więc zostajemy. Pewnie na zawsze, a jak nie to do odwołania:)

A tak pięknie wyglądał nasz weekend.

Witaj Kalifornio!

Ostatni dzień spędziłyśmy spacerując po Sopocie. Zapomniałam jak to fajnie jest mieszkać tak blisko morza.

Po miesiącu w Polsce jesteśmy z powrotem w DOMU. Mówię w domu, ponieważ po raz pierwszy naprawdę tęskniłam za USA i San Jose, szczególnie na samym początku zaraz po przyjeździe. W jakiś dziwny sposób nie mogłam się zaklimatyzować i poczuć jak u siebie. Długo męczyłyśmy się z jet lagiem, co powywracało noc i dzień do góry nogami, a brzydka pogoda tego nie ułatwiała. Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy i naturalnie cieszyłam się z czasu spędzonego z rodziną. Przyjechałam ze względu na moją babcię i właściwie grafik był podporządkowany odwiedzinom u niej, z czego niezmiernie się cieszę gdyż nadziei na gruntowną poprawę w jej zdrowiu raczej nie ma.

Ten wyjazd do Polski mogę określić jednym słowem-nostalgiczny. Moje miasto wydawało się bardziej obce, zabrakło codziennych odwiedzin w domu u babci, a znajomi już dawno się rozjechali. Bliscy mimo wielkich starań i poświęcania nam czasu mieli własne obowiązki i pracę. Tak też z całą mocą odczułam, że mój dom i życie, czy tego chcę czy nie, jest po drugiej stronie Atlantyku. Brak mi było naszej codziennej rutyny w USA, słońca, a nawet (!) jedzenia. Tym razem w jakiś przedziwny sposób nie czułam także niedosytu Polski – telewizji, prasy, produktów. Pewnie było to spowodowane tym, że przecież niecałe pięć miesięcy temu spędziłam w kraju półtorej miesiąca. Nie zdążyłam się natęsknić. Jak zwykle jednak niesamowicie było widzieć jak Amelia spędza czas z moją rodziną i znów bardzo nostalgicznie łapał mnie za serce żal, że nie widuje ich, a oni jej tak często.

Nie mniej jednak w sobotę późnym wieczorem nasz samolot wylądował w San Francisco. Prawie pokonałyśmy jet laga i cieszymy się nadejściem wiosny.

Do tej pory lubię jak zima się kończy, a w powietrzu zaczyna się czuć wiosnę. W Kalifornii albo jest gorąco albo pada deszcz, a pór roku jako takich brak.

Wypad do parku rozrywki dla dzieci, żeby trochę urozmaicić sobie czas.

Ulubiona ciocia Amelii

This entry was posted in Poland.