Podróż z dzieckiem: pakowanie

IMG_4596

Pamiętam czasy kiedy mój bagaż podręczny składał się z dobrej książki, kremu nawilżającego i wygodnych rzeczy na przebranie do samolotu. Ten etap mam już zdecydowanie za sobą i właśnie rozpoczynam nową erę- podróży z dzieckiem.

Jestem właśnie w trakcie przygotowań do wyjazdu i podczas gdy spakowanie walizki nie jest jakimś specjalnym wyzwaniem, ot ubrania i trochę przyborów do pielęgnacji, bo duża część potrzebnych rzeczy czeka na nas w Polsce, to skompletowanie torby podręcznej to misja. Ciężko przewidzieć, jak minie podróż i co tak naprawdę przyda się podczas lotu i międzylądowań, dlatego też postanowiłam spakować się trochę na zapas i wziąć ze sobą rzeczy, dzięki którym stworzymy ruchomy dom daleko od domu.

IMG_4595

Oto moja super-lista.

♡ Pieluchy, chusteczki nawilżające i watki, czyli oczywista oczywistość dziecięcej toalety.

♡ Jednorazowe woreczki na suwak do rudnych pieluszek.

♡ Trzy małe słoiczki z jedzeniem, aby utrzymać zwyczaje żywieniowe z domu oraz łyżecza do karmienia, śliniak i ręczniczek.

♡ Ubranka na zmianę, bo na pewno nie chcesz znaleźć się w sytuacji, kiedy niespodziewana eksplozja pobrudzi odzież bobasa.

♡ Sweter i czapeczka, w razie zimna, a w naszym przypadku szoku termicznego Kalifornia- Polska.

♡ Kocyk do kojca w samolocie, bo te które dają linie lotnicze są no powiedzmy nieswoje.

♡ Smoczek, który może przydać się podczas lądowania.

♡ Kilka zabawek, bo dziecko powyżej 3 miesiąca szybko się nudzi.

♡ Dziecięcy środek przeciwbólowy, w razie bólu uszu po lądowaniu.

♡ Duża dawka cierpliwości i dobrego humoru- bez tego nawet nie warto wychodzić z dzieckiem z domu.

Bierzemy ze sobą także wózek, który oddamy dopiero przed wejściem do samolotu, tak aby Amelia mogła się zdrzemnąć na lotnisku.

 

 

 

 

 

Chińszczyzna w sobotę

IMG_4584

Mieszkając w Szwecji nigdy bym tego nie powiedziała, ale obecnie w Kalifornii z pewnością tak- czekam na jesień. Jak wrócę z Polski będzie październik, a wraz z nim zimniejsze dni. Hurra.

Nie mniej jednak lato trwa na dobre i mimo męczących często upałów staramy się z niego korzystać. W sobotę poszliśmy na spacer do Mountain View i na lunch. Nie wiem jak można uznać to przedmieście za jedno z bardziej kultowych w Dolinie Krzemowej, dla mnie downtown jest raczej obskurne.

Obiad zjedliśmy w pozostawiającej wiele do życzenia restauracji chińskiej z o dziwo całkiem smacznym jedzeniem. Siedzieliśmy przy stoliku, podczas gdy co raz przychodziły panie z wózkami i proponowały nam różne przekąski na małych talerzykach. Najsmaczniejsze były chińskie pierożki na parze.

IMG_4588

Potem jak co wiecżór poszliśmy na spacer po naszej urokliwej okolicy.

IMG_4581

IMG_4582

Życzę Wam udanego tygodnia.

Amelia je

IMG_4526

W USA do 6 miesiąca zaleca się karmieie wyłącznie piersią lub mlekiem modyfikowanym, wedle uznania. Po ukończeniu 6 miesięcy rekomenduje się stopniowe wprowadzanie pokarmów stałych. Jest to twarda reguła i pediatrzy nie polecają karmienia dziecka niczym oprócz wymienionego wyżej mleka, naturalnego czy sztucznego. Wynika to trochę z amerykańskiej ostrożności i ewentualnych konsekwencji, z jakimi lekarz mógłby się borykać, np. silna alergia (w USA co drugie dziecko ma alergię na orzeszki, o glutenie już nie wspominając). W Polsce wiem, że podaje się herbatki i kaszki dużo wcześniej, ja jako dziecko piłam mleko krowie już w wieku trzech miesięcy. Nikt się nie cackał.

My zdecydowaliśmy się wprowadzić Amelii stałe pokarmy w wieku 5 miesięcy i poszło to całkiem dobrze. Rozpoczęliśmy od kaszki na odciągniętym mleku, potem podaliśmy owoce i warzywa. Wszystko póki co ze słoiczków, ponieważ jak tylko coś ma kilka grudek Amelia nie bardzo wie z czym to się je:). Jemy rano śniadanie, zwykle kasze z owocami, czasem lunch i kolację. Do faworytów póki co należy słodki ziemniak, gruszka, kabaczek i banan. Są dni lepsze i gorsze, kiedy to jedzenie ląduje na koszulce. Wszystko zapijamy wodą.

Dziś kupiliśmy nową butelkę anatomiczną Munchkin Latch, w nadziei, że w końcu w nocy zacznie przyjmować mleko z butelki, jak dawniej, a ja się w końcu choć trochę wyśpię.

latch

 

2 tygodnie i Polska

13441636_10153702518386452_3593979_o

Czas szybko zleciał, Amelia dopiero co się urodziła, a już w tym tygodniu skończy 6 miesięcy. Dokładnie za dwa tygodnie wylatujemy na 6 tygodniu do Polski, ja cieszę się jak dziecko, chociaż mam pewne obawy przed długim lotem z małym, skaczącym bagażem. Lecimy z San Francisco do Kopenhagi, gdzie przesiadamy się do Gdańska. Lot jest w nocy, więc liczę na długi sen i to bynajmniej nie z mojej strony, jako że osobiście w samolocie nie potrafię naprawdę zasnąć. W Kopenhadze mamy na szczęście trzy godziny na przesiadkę, czyli wystarczająco dużo czasu, aby przejść kontrolę, zjeść, przebrać się i pobawić.

Do samolotu biorę jedynie torebkę i torbę na pieluszki z rzeczami na przebranie, słoiczkiem Gerber, lekkim kocykiem, paroma ulubionymi zabawkami i lekiem przeciwbólowym dla niemowląt. Do samego samolotu będziemy iść z wózkiem, a oprócz tego Amelia będzie w jej ukochanym nosidełku BabyBjörn. Pakujemy się lekko, bo w jedną walizkę, a jak czegoś zabraknie dokupimy w Polsce.

Jestem bardzo ciekawa jak obie zniesiemy ten lot i czekam na Wasze rady. Bez względu na to jednak jak nasza podróż minie, nie mamy innego wyjścia jak się przyzwyczajać i cieszyć podróżami z dzieckiem. Ot taka dola emigranta.

This entry was posted in Poland.