Multi-kulti, czyli o naszym pomyśle na wychowanie dziecka

Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że różnice kulturowe w małżeństwach mieszanych poznaje się najbardziej po założeniu rodziny.

Nie mogę się jednak z tym zgodzić. Największym wyzwaniem dla partnerów, zarówno z tego samego, bądź innych krajów, jest wyznawany przez nich inny system wartości. Jeśli ten system wartości i światopogląd są wspólne lub zbliżone to jesteśmy już w połowie drogi do sukcesu. Znam polskie pary pochodzące z rodzin, w których wyznawane były inne systemy wartości, gdzie jeden partner został wychowany w bardzo tradycyjnym, religijnym domu, a drugi w liberalnym i w ten sam sposób zakorzeniła się w każdym z nich inna wizja na świat.

Jako para, oboje jesteśmy liberalnymi ateistami. Nie należymy do żadnych organizacji kościelnych, nie lubimy ignorancji i mamy duże poszanowanie dla drugiego człowieka. Tym samym wspólnie będzie nam zależało, aby przede wszystkim wychować naszą córkę na osobę otwartą i tolerancyjną. Uważamy, że dzieciom należy tłumaczyć świat w jak najprawdziwszy sposób, na jaki pozwala ich psychika i szczerze odpowiadać na ich trudne niekiedy pytania. Cieszy mnie również to, że podzielamy pogląd iż dziecko ma prawo własnego wyboru, a od rodziców powinno otrzymać wsparcie i zrozumienie, w miarę zdrowego rozsądku.

A co z tradycjami i kulturą?

To są sprawy drugoplanowe. Oczywiście każde z nas będzie się starało przybliżyć kulturę Polski, jak i Nowej Zelandii, jednak traktujemy to jako dodatek i nie planujemy ścigać się wychowaniu dziecka na bardziej polskie, czy anglosaskie. Tradycje można łączyć i obchodzić podwójnie, co może jedynie wzbogacać. W gruncie rzeczy to najważniejsze święta, jak Wielkanoc, czy Boże Narodzenie obchodzimy podobnie, a ze względu na globalizację tak na prawdę więcej nas łączy, niż nam się wydaje.

Jestem ciekawa waszych historii i pomysłów na wychowanie dzieci multi-kulti i nie tylko.

6 comments

  1. Magda says:

    My (ja Polka, mąż Amerykanin) nie planujemy mieć dzieci, więc w tej kwestii nie będę się wypowiadać (chociaż podoba mi się wasz pomysł, swoją drogą pewnie ciągle dostajesz pytania czy będziesz mówić do dziecka po polsku 🙂 ). Za to zgodzę się, że najważniejszy w związku jest światopogląd i wyznawane wartości. Jest mi o wiele bliżej światopoglądowo do mojego męża wychowanego na innym kontynencie niż do wielu moich kolegów z Polski

    • milvine says:

      Bede:) I mam nadzieje, ze bedzie chcialo mowic po polsku, aczkolwiek jego pierwszym jezykiem bedzie angielki, jako jezyk ktorym bedzie porozumiewalo sie z rowiesnikami. Tez uwazam ze swiatopoglad i wartosci to numer 1, reszta to malostkowe aspekty zycia i mozna je dostosowac do naszych upodoban.

  2. Ola says:

    Ja z moim mezem (Australijczykiem) mimo, ze zostalismy wychowani w zupelnie rozny sposob (pochodze z polsko- amerykanskiej rodziny o konserwatywnych choc nie zasciankowych pogladach) to potrafimy sie swietnie porozumiec. Uwazam, ze roznica pogladow nie jest problemem o ile potrafimy w kulturalny sposob rozmawiac o tym co nas dzieli. Mysle, ze kluczem jest szacunek i szanowanie innosci. Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, iz obecnie mieszkamy w ultra konserwatywnym Katarze, ktory mimo, iz w wiekszosci zamieszkany jest przez zachodnich ekspatow nadal pozostaje „nieugiety” w swoich arabskich tradycjach.

    • milvine says:

      Mysle, ze dla wszystkich zwiazkow jest jedna wypadkowa- umiejetnosc kompromisu, szacunek, i chec „dogadania sie”. Wow, Katar brzmi bardzo egzotycznie. Zawsze mnie ciagnelo na bliski wschod i mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie te miejsca odwiedzic. Pozdrawiam

  3. Limonka do rosołu says:

    Zgadzam się z tym pierwszym sformułowaniem, że różnice wychodzą po założeniu rodziny. W naszym przypadku (mąż Meksykanin, mieszkamy w USA) wiele rzeczy „wylazło” i nadal wyłazi przy dzieciach. Gdy chore, ja podaję im gorącą herbatę, on zimną wodę z cytryną. Przy przeziębieniu sugeruję, by się nie kąpały, on uważa, żeby się wykąpać i zawinąć w koc. Mnóstwo jest takich sytuacji, nawet po nastu latach małżeństwa. Zawsze mówię, małżeństwo z obcokrajowcem jest wspaniałą przygodą, lecz trzeba mieć również przy tym silne nerwy. Jednak dopóki opiera się na tym samym systemie wartości, którym w naszym przypadku jest rodzina i wiara, wówczas te małe różnice nie wezmą góry. Szczęśłiwego rozwiązania!

Leave a Reply

*