A secret to a long life

W miniony weekend jadąc nad ocean do Monterey słuchałam w radiu wywiadu z doktorem Davidem Augus’em, autorem książki „Short Guide to a Long Life”. Rozmowa toczyła się wokół kroków, jakie każdy może wcielić w życie, aby funkcjonować w jak najlepszym zdrowiu. Pośród aspektów takich jak regularne wizyty u dentysty, coroczny przegląd u lekarza, zdrowa dieta i ćwiczenia, utkwiła mi uwaga doktora że nasz organizm uwielbia rutynę i przewidywalność. Aby zdrowo i długo żyć potrzebna jest zatem regularność w tym, co robimy, a wszystko zaczyna się od tego jak śpimy. Zasada numer jeden jest taka, aby kłaść się codziennie o tej samej godzinie i budzić się rano również o podobnym czasie. Augus mówił też, o tym że ważne aby jeść codziennie o tej samej porze i w dbać o to, aby porcje tego co jemy także były podobne. Nawet nasza dzienna ilość kawy powinna być taka sama- do trzech filiżanek lub mniej.  To samo tyczy się ćwiczeń- lepiej jest biegać po 30 min dwa razy w tygodniu, niż nie biegać w ogóle i nagle spędzić na joggingu 2 godziny.

Muszę przyznać, że musi być w tej oczywistej wiedzy sporo prawdy. Kiedykolwiek nie zapytać człowieka, który dożył stu lat, jaki jest jego sekret, usłyszymy, że codziennie wstawał i kładł się o określonej porze, jadł posiłki codziennie o tym samym czasie, a nawet regularnie i w tej samej ilości, i często w tym samym miejscu pił ulubiony trunek.

Nasze ciało nie lubi fali i interwałów w funkcjonowaniu. Dlatego też szybkie diety cud i modne kilkudniowe detoksy nigdy nie działają. Nie pomogą tam także w lepszym samopoczuciu nagłe intensywne treningi, a już najgorsze co może być to zarwane noce kilka miesięcy y rzędu i potem przesypianie całych dni. Jednym słowem nasz organizm musi się do naszych nawyków dostosować, aby móc nauczyć się z nimi radzić i przy tym funkcjonować w zdrowiu. Amen.

Stosując się do tej zasady regularnie cieszymy się słońcem i pięknymi widokami wybrzeża Pacyfiku. Na zdjęciach poniżej Monterey i Point Lobos.

 

8 comments

  1. Magda says:

    Ciekawe i brzmi logicznie 🙂 dobrze że razem z mężem lubimy rutynę 🙂
    Kochamy Monterey, piękne wspomnienia 🙂 fajnie że możecie tam być częściej 🙂 naprawdę „zazdroszczę” pięknej Kaliforni 🙂 my mamy teraz w Nieczech pare ciepłych dni i skaczemy z radości 🙂

  2. Aga says:

    A ja czytałam ostatnio wywiad z lekarzem, zajmującym się problemem zaburzeń snu, który mówił, odnośnie naszego zegara biologicznego, że łatwo jest go rozregulować i że nie tyle ważne jest chodzenie spać o tej samej porze, co wstawanie o tej samej porze. Nasz zegar biologiczny reguluje się bowiem wg tego, kiedy wstajemy, a nie kiedy kładziemy się spać. Dlatego najgorzej mają osoby pracujące na zmiany. Mam jedno pytanie, czy to, że mieszkasz w miejscu, gdzie zawsze jest ciepło i jest dużo słońca wpływa zasadniczo na Twoje samopoczucie? Czy zauważasz dużą różnicę, w tym jak się czujesz, kiedy przyjeżdżasz np. do Polski? Pozdrawiam:)

    • milvine says:

      Mysle, ze to ze slonce swieci tu prawie codziennie ma wplyw na to jak sie czuje. Mam wiecej energii i jak tylko sie troche zachmurzy to zaczynam sie czuc senna. Podobnie mam w Polsce, ale jakos szybko sie przyzwyczajam do innych warunkow pogodowych.

      • Magda says:

        Z mojego doświadczenia też mogę to potwierdzić, bardzo szybko się człowiek przyzwyczaja do dobrej pogody. My przeprowadziliśmy się z Iowa (gdzie pogoda jest mniej więcej jak w Polsce) do Północnej Karoliny (gdzie letnie ciuchy nosi się właściwie marzec-listopad) i jak zdarzy się pochmurny, chłodny, deszczowy dzień to i mnie, i męża, strasznie to zamula.

        • milvine says:

          Dokladnie:), choc przyznam ze czasem teskno mi do takich prawdziwych por roku, szczegolnie do zlotej jesieni i czasem do sniegu.

          • iza says:

            Nie ma już w Polsce (przynajmniej pólnocnej) pór roku, jak kiedyś.
            Pamiętam zimy ze śniegiem po pachy, mrozem malujacym kwiaty na oknie, wyprawach na sanki. I pamiętam wiosny, długie topnienie śniegu, wypatrywanie fragmentów zielonej trawy wyzierającej tam, gdzie pod ziemią były rury z ciepłą wodą 🙂
            Pamiętam lata, upalne tak, że boisko na podwórku było spękane, jak pustynia.
            Jesień była złota, ciepła, z zapowiedzią prawdziwej zimy.
            A teraz…?
            Zimą pada deszcz i jest 10 stopni na plusie. Latem jest chłodno, upały zdarzają się coraz rzadziej i są coraz krótsze.
            Przeciętna sytuacja pogodowa to szaro, buro i ni ciepło, ni zimno.
            Cieszę się, że dane mi było przeżywać prawdziwe pory roku, żałuję, że moja córka tego nie doświadcza.

          • milvine says:

            Zgadzam sie w 100%. Tez pamietam te mrozne zimy i snieg po pachy i tak upalne lata, ze nie trzeba bylo nigdzie wyjezdzac tylko sie na plazy siedzialo:)

Leave a Reply

*