Matematyka w wakacje, czyli dorastanie w Dolinie Krzemowej

Całkiem niedawno wybrałam się z córką na miejscowy plac zabaw, i jak to zwykle w takich miejscach bywa, gdzieś między huśtawką a piaskownicą wymieniłam parę słów z kilkoma mamami i jedną nianią. I to właśnie rozmowa z tą nianią popchnęła mnie do refleksji, a w rezultacie do napisania tego postu.

Na nianię zwróciłam uwagę, bo z niesamowitą troską zajmowała się swoim podopiecznym, a mówiła o nim prawie jak o swoim synu. Chłopiec, którym się zajmowała miej niespełna dwa latka-bystry, wesoły i rozgadany. Nie wiem do końca jakiej był narodowości, jego rodzice pochodzą może z Chin, może z Korei (proszę tylko nie bierzcie mnie za ignorantkę). On sam urodził się w USA.

„Rzadko tu bywamy, bo środa jest jego jedynym wolnym dniem.” Cała pozostała część tygodnia jest dokładnie zaplanowana- wożę go z zajęć na zajęcia- basen, gimnastykę, zajęcia umuzykalniające.” Niedługo wracam na przerwane studia z farmacji, a chłopiec idzie do jednego z najlepszych żłobków.”

Dolina Krzemowa jest specyficzna. Tu się stawia na sukces od małego. Największą presja panuje właśnie u Azjatów, a cała reszta rodziców powoli i mimowolnie dołącza do wyścigu. Jest to kwestia kulturowa, gdzie azjatyccy rodzice od samego początku stawiają swoim pociechom poprzeczkę bardzo wysoko. Mając ku temu zasoby finansowe, kupują domy za gotówkę w najlepszych dzielnicach Doliny Krzemowej, aby mieć dostęp do jednych z najlepszych w kraju szkół. Ich dzieci mają plan dnia dopięty na ostatni guzik, a wakacje uczą się na zapas matematyki, aby mieć przewagę nad rówieśnikami. Na zabawę jest mało czasu. Stąd pojęcie Tiger Mum często właśnie kojarzy się z Azjatami- takowa tygrysia mama zrobi wszystko, żeby jej latorośl z otrzymała list akceptacyjny na Stanford, a później posadę w z przodujących firm technologicznych. Wtedy po długim wyścigu wreszcie będzie mogła z ulgą odetchnąć, że jej definicji sukcesu stało się za dość.

Nie zrozumcie mnie źle, w nauce nie ma nie złego, ani także w wypełnianiu dzieciom kreatywnie czasu. Dzieciństwo jest jednak krótkie i chociaż w części powinno być beztroskie. Dzieci powinny móc się bawić, biegać i jeść lody po kolacji w ciepłe letnie wieczory, a nastolatkowie chodzić na randki i spotykać się z przyjaciółmi. To jest cała kwintesencja młodości.

Amelia urodziła się w Dolinie Krzemowej, ale chcielibyśmy trzymać ją i samych siebie z daleka od tego wyścigu. Bo to najczęściej ta presja wychodzi od rodziców, którzy to nie chcą odstawać od reszty otoczenia. Po ostatnim bilansie zdrowia dostałam, jak zwykle, kartkę ze wskazówkami dla rodziców na temat rozwoju dziecka, a tam dużymi literami widniał tekst.

Your child does not need any fancy classes, just time with you.

Powtarzam to jak mentrę.

5 comments

  1. iza says:

    Przypomniała mi się pewna sytuacja sprzed roku. Jako, że jestem dziennikarką, pracowałam w sierpniu przy pewnym projekcie, który – ogólnie mówiąc – polegał na spotkaniach sąsiedzkich mających na celu integrację, poznanie się i wspólne działanie.
    Spotkań tych było chyba 9, każde w innym miejscu miasta i z innymi ludźmi.
    I tak na jednym z takich spotkań miałam okazję poznać świetną rodzinę, rodem z książek Musierowicz.
    Rodzina nie wpisywała się w żadne schematy, jakie widuję dziś na co dzień.
    Mama z dwiema dziewczynkami i babcią przyszły z własnoręcznie upieczonym ciastem, kiełbaskami i innym jedzeniem, którym zachwycali się wszyscy będący tam ludzie.
    Od słowa do słowa weszłam z nimi w rozmowę, bo ciasto było pyszne i zapytałam o przepis. A piegowata dziewczynka lat ok. 12 zaczęła mnie wypytywać o pracę. Bo ona chce być… i tu zaczęła wymieniać, kim chciałaby być w przyszłości. Chyba pisarką, bo ona już pisze książki, ale pewna nie jest.
    Widziałam, że to kochająca się rodzina, mądra, wszyscy wykształceni i potrafiący się wysłowić. I w pewnym momencie powiedziałam do dziewczynki, że w sumie to dobrze by było, gdyby już powoli zastanowiła się nad tym, kim chce być, bo jeśli wybierze niewłaściwy kierunek nauki, to później może być problem. Na to zaatakowała przysłuchująca się rozmowie babcia.
    Powiedziała do wnuczki, że absolutnie nie ma słuchać, co ja mówię, że to nieprawda, że ma się po prostu uczyć, czytać i robić co chce, bo jest dzieckiem, a w żadnym wyścigu szczurów nie ma brać udziału.
    Poczułam się dziwnie, bo jestem ostatnią osobą która promuje wyścig szczurów. W rozmowie z dziewczynką sugerowałam jej po prostu zastanowienie sie nad swoimi umiejętnościami i wybranie pod niej profilu klasy plus jakieś zajęcia uzupełniające, doszkalające.
    To, o czym piszesz, występuje też w Polsce. Moja córka często nie ma z kim spędzać wolnego czasu po szkole, bo jej równieśnicy mają zaplanowany dzień od A do Z. Gra na skrzypcach, basen, wystawa kaktusów, wyjazd do domku na wieś, coś tam coś tam.
    Kiedy te dzieci jakimś cudem spotkają się poza szkołą każde gapi się w smartfona i spędza czas na grze czy przeglądaniu snapczatów i innych wynalazków.
    Czy więc takie zapełnienie kalendarza dziecka po brzegi jest dla niego zdrowe? Czy uczy go zdrowych relacji z drugim człowiekiem?
    I czy z drugiej strony niewpasowanie się w styl życia, jaki nas otacza, nie skazuje dziecka na odsunięcie od środowiska?
    Ten pociąg już dawno jedzie, albo jedziemy nim z innymi albo z niego wysiadamy.
    IMO wszystko to średnio mi się podoba, ale faktem jest, że dobra praca gwarantuje dobre życie.
    Zapędzać więc dziecko do kieratu i zakładać mu chomąto już od narodzin, czy wychowywać na stary wzór, bez planu dnia zapiętego na ostatni guzik? W końcu wielu z dzisiejszych dorosłych takiego planu nie miało, a jednak na ludzi wyszli.
    Podobno złoty środek jest dobry na wszystko, ale mnie kojarzy się z czymś letnim, czyli nijakim.
    Czy my w ogóle mamy jeszcze wybór czy musimy uczestniczyć w tym, co trwa?

    • milvine says:

      Ja tez pamietam ze jako dziecko wieksze luzy mialam, i tych smartfonow nie bylo, wiec trzeba bylo rozmawiac:D

  2. Aga says:

    Powiem tak. może i teraz dzieci mają zapełniony czas po brzegi, niby dla ich dobra, ale czy im to wychodzi na dobre, tego bym nie powiedziała. W mojej pracy zdarza mi się pracować z dziećmi i młodzieżą. Rzeczywiście chodzą oni na różne zajęcia, jeżdżą po świecie, znają języki, są za pan brat z nowymi technologiami, ale z drugiej strony, kiedy mają wyszukać potrzebne im informacje, nie potrafią tego zrobić. Mając pod ręką każde możliwe źródło wiedzy nie wiedzą, gdzie i czego szukać. Co z tego, że mogą sprawdzić rozkład jazy autobusu w Internecie, jak nie wiedzą, gdzie jest przystanek i że trzeba kupić bilet. Podejrzewam, że jesteście w podobnym wieku co ja i wydaje mi się, że mimo że może mieliśmy mniejsze możliwości, to właśnie to bieganie „bez celu” po polu, zabawy, spowodowały nie tylko naszą większą samodzielność, ale i pchały nas do własnych wyborów. Przypomnijcie sobie np. własne wybieranie szkoły średniej, pewno będzie jak i w moim przypadku, same jechałyśmy składać papiery, same jechałyśmy na egzamin wstępny, nie z rodzicami, ale z koleżankami. I żadne dodatkowe zajęcia nie nauczą człowieka bycia z innym człowiekiem i funkcjonowania w społeczeństwie tak, jak kontakt z drugim człowiekiem. Nie z telefonem.

  3. Dorota w Colorado says:

    Aga, nie wiem czy piszesz o mlodziezy polskiej czy amerykanskiej, ale to ze mlodzi ludzie nie wiedza gdzie jest przystanek autobusu w USA jest raczej kwestia tego ze mieszkaja w suburbii gdzie wszyscy jezdza samochodem, a nie brakiem samodzielnosci. (Moje dzieci, wychowane w amerykanskim miescie, jezdzily same autobosuami od 7go roku zycia. I wszyscy maja teraz apps na telefonie wiedz doskonale wiedza gdzie sa przystanki, jak czesto kursuja autobusy i gdzie — dokladnie — dany autobus jest zeby na niego zdazyc.) A „skladanie papierow na liceum” tutaj jest niemozliwe bez rodzicow bo potrzebne sa dane ktorych dzieci raczej nie maja o rodzicach, jak naprzyklad social security # (amerykanski PESEL) i dowody ze nie jest sie tu nielegalnie 😉 Pisze to, zeby troche bronic to nowe pokolenie, ktore MI sie wydaje znacznie bardziej samodzielne, odwazne i odpowiedzialne niz pokolenie ich rodzicow.

    • Aga says:

      O Polsce myślę. Masz racje, że po części wynika to z tego, że dzieci od małego przemieszczają się wszędzie samochodami. Może tez nie do końca wyraziłam to, co miałam na myśli. Masz rację, że dzisiejsze pokolenie jest bardziej odważne, spontaniczne, nie boi się skakać na głęboką wodę, ale moim zdaniem ma większy problem z codziennością, z pamiętaniem o rachunkach, praniu, zrobieniu zakupów. W tej codzienności prozaicznej się trochę gubi moim zdaniem, ale z pewnością lepiej odnajduje się w tym co świat dziś oferuje i nie boi się z tego korzystać. Jest mniej zachowawcze.

Leave a Reply

*