Life Update

Przyszedł czerwiec i przyszedł czas na zmiany. W tym tygodniu wracam do pracy, a Amelia już od jakiegoś czasu chodzi do żłobka. Z jednej strony już od jakiegoś czasu ciągnęło mnie żeby wrócić do życia zawodowego i przysłowiowego obiegu społecznego. Ruszyć głową i stawić czoła nowym wyzwaniom. Bo ile można zmieniać pieluchy i krążyć między domem a placem zabaw, gdzie zwykle również rozmawia się o dzieciach. Po pewnym czasie taka monotonia dnia codziennego może dać się we znaki i sprawić, że zatracimy gdzieś swoje ja. Im dłużej nic pracujemy, tym ciężej wrócić, a czas mija nie na naszą korzyść. Nie wspominając już tym, że fajnie będzie móc w spokoju zjeść lunch prowadząc niezakłóconą rozmowę.

Z drugiej strony, na pewno będę tęsknić za tymi dniami gdzie cały swój czas mogłam poświęcić Amelii. Zjeść spokojnie śniadanie i nigdzie nie pędzić.

Ogromnym plusem jest to, że będę pracować tylko trzy dni w tygodniu póki co, więc pozostałe dwa będę mogła dalej oddawać się uciechom macierzyństwa, wycieczkom do biblioteki i play dates.

 

Ulubione z Maja

Czerwiec zadomowił się już pełną parą, co oznacza początek lata. Maj był bardzo aktywny i pełen zmian, a oto krótkie podsumowanie tego, co ciekawego wydarzyło się u nas.

Ostatnio zaczytuję się w książkach z szeroko pojętej kategorii dobrego samopoczucia i zdrowia. Moją majową lekturą numer jeden była książka autorstwa absolwenta Harvardu The Happiness EquationTo ciekawy tekst o tym, czym jest esencja szczęścia i jakie proste kroki możemy przedsięwziąć, aby nasze życie było szczęśliwsze. Postulat numer jeden- żyj w zgodzie ze sobą, czyli to co myślisz, mówisz i robisz powinno iść ze sobą w parze.

Fim to zdecydowanie Sully– historia pilota, który brawurowo wylądował na rzece Hudson w Nowym Jorku, po tym jak ptaki zniszczyły obydwa silniki. Trzyma w napięciu i jeszcze bardziej nie lubię po jego obejrzeniu latać.

Od kiedy Amelia zaczęła chodzić spędzamy większość naszego wolnego czasu na zewnątrz, więc usilnie próbuję łączyć modę z wygodą. W maju postawiłam na t-shirty z nadrukami rodem z lat 90tych. Trochę vintage i przede wszystkim łatwo się piorą. Oto mój wybór z Zara.

Jedliśmy zdrowo i w każdy weekend staraliśmy się odkryć jakiś nowy zakątek kulinarny w SF Bay Area. W zeszłym tygodniu udało nam się nawet wybrać na randkę do greckiej restauracji Opa! w Santa Clara. Palce lizać.

I na samym końcu, Amelia poszła do żłobka, a ja niedługo zaczynam pracę, ale o tym w osobnym poście.

Ulicami San Francisco

Zakończyliśmy właśnie długi weekend-Memorial Day Weekend i korzystając z dodatkowego wolnego dnia pojechaliśmy w niedzielę do San Francisco. O dziwo mimo dodatkowej logistyki związanej z całodniowym wyjazdem z dzieckiem, staramy się korzystać z uroków tego pięknego miasta i bądźmy szczerzy odzywa się w nas tęsknota za życiem w dużej metropolii. Za każdym razem, jak odwiedzamy San Francisco idziemy na lunch do jednej z tysiąca unikatowych restauracji, jakie można znaleźć w tym mieście. Tym razem jedliśmy naleśniki (crepes) na Cole Street i smakowaliśmy najlepszych lodów w oldschoolowej lodziarni na tej samej ulicy. Amelia, jako że nie przypadł jej do gustu obiad, dostała croissanta z piekarni Boulangerie, którą także polecam. Czas, kiedy dzieci zaczynają jeść to co my jest najlepszy- można dać cokolwiek, szczególnie jak się jest w pośpiechu.

Za każdym razem, jak gdzieś jedziemy wybieramy się na ciekawy plac zabaw, a tych w San Francisco nie brakuje. W niedzielę biegaliśmy za Amelią po placu zabaw Koret przy parku Golden Gate. Późnym popołudniem naszła mnie ochota na spacer z widokiem na Golden Gate Bridge, a ten w słońcu i otoczeniu zatoki robi na prawdę wrażenie.

Miłego tygodnia.

A secret to a long life

W miniony weekend jadąc nad ocean do Monterey słuchałam w radiu wywiadu z doktorem Davidem Augus’em, autorem książki „Short Guide to a Long Life”. Rozmowa toczyła się wokół kroków, jakie każdy może wcielić w życie, aby funkcjonować w jak najlepszym zdrowiu. Pośród aspektów takich jak regularne wizyty u dentysty, coroczny przegląd u lekarza, zdrowa dieta i ćwiczenia, utkwiła mi uwaga doktora że nasz organizm uwielbia rutynę i przewidywalność. Aby zdrowo i długo żyć potrzebna jest zatem regularność w tym, co robimy, a wszystko zaczyna się od tego jak śpimy. Zasada numer jeden jest taka, aby kłaść się codziennie o tej samej godzinie i budzić się rano również o podobnym czasie. Augus mówił też, o tym że ważne aby jeść codziennie o tej samej porze i w dbać o to, aby porcje tego co jemy także były podobne. Nawet nasza dzienna ilość kawy powinna być taka sama- do trzech filiżanek lub mniej.  To samo tyczy się ćwiczeń- lepiej jest biegać po 30 min dwa razy w tygodniu, niż nie biegać w ogóle i nagle spędzić na joggingu 2 godziny.

Muszę przyznać, że musi być w tej oczywistej wiedzy sporo prawdy. Kiedykolwiek nie zapytać człowieka, który dożył stu lat, jaki jest jego sekret, usłyszymy, że codziennie wstawał i kładł się o określonej porze, jadł posiłki codziennie o tym samym czasie, a nawet regularnie i w tej samej ilości, i często w tym samym miejscu pił ulubiony trunek.

Nasze ciało nie lubi fali i interwałów w funkcjonowaniu. Dlatego też szybkie diety cud i modne kilkudniowe detoksy nigdy nie działają. Nie pomogą tam także w lepszym samopoczuciu nagłe intensywne treningi, a już najgorsze co może być to zarwane noce kilka miesięcy y rzędu i potem przesypianie całych dni. Jednym słowem nasz organizm musi się do naszych nawyków dostosować, aby móc nauczyć się z nimi radzić i przy tym funkcjonować w zdrowiu. Amen.

Stosując się do tej zasady regularnie cieszymy się słońcem i pięknymi widokami wybrzeża Pacyfiku. Na zdjęciach poniżej Monterey i Point Lobos.

 

A year of being a mom – what I have learnt

W niedzielę 14 maja w USA obchodziliśmy Dzień Matki. W zeszłym roku byłam mamą niespełna trzy miesiące i macierzyństwo było dla mnie całkowicie świeżą przygodą. Po ponad roku od tamtego czasu wiele się zmieniło. Amelia podrosła, ja zaprawiłam się w fachu i już zdecydowanie nie mogę się nazwać świeżo upieczoną mamą. Podczas gdy wiem, że czyha na mnie jeszcze wiele niespodzianek, to kilka rzeczy z pierwszego roku matkowanie utkwiło mi bardzo w pamięci. Oto mój mały przewodnik przetrwania pierwszego roku życia dziecka.

❤ Przykazanie numer jeden- najświętsze i najważniejsze. Znajduj czas dla siebie za wszelką cenę. Nieważne jak bardzo gnębi cię poczucie winy, musisz wyjść z domu i zrobić sobie przerwę od dziecka Nieważne czy będzie to spacer, zakupy, trening, czy kawa z koleżanką, zrób sobie przysługę i idź. Żeby być dobrą matką musisz nauczyć się być trochę egoistką i od czasu do czasu pomyśleć o sobie. Po powrocie do domu czas z dzieckiem będzie bardziej wartościowy.

❤ Pamiętaj o swoim partnerze, a raczej oboje pamiętajcie o swojej relacji i o tym że przed przyjściem na świat waszego kłębka radości, byliście wy i że wasz związek jest równie ważny jak wasze relacje z dzieckiem. Poproście babcię, znajomą lub zatrudnijcie nianię i spędzajcie regularnie czas razem bez dziecka. Jeśli nie macie możliwości zostawienia dziecka z kimś innym, postarajcie się o zorganizowanie wyjątkowego czasu w domu, w postaci na przykład romantycznej kolacji lub wspólnego oglądania filmu. Telefony off.

❤ Poznasz inne mamy i zaczniecie dyskutować postępy rozwojowe swoich dzieci. Ale ty nie porównuj. Każde dziecko jest inne i w końcu i tak zacznie chodzić i robić na nocnik, bo jeszcze nie słyszałam żeby ktokolwiek szedł do ołtarza na czworakach i w pampersie.

❤ Wino i kawa to twoi najlepsi przyjaciele.

❤ Brak snu cię nie zabije,

❤ Zabrzmi to trochę jak z magazynu dla rodziców, ale pierwszy rok dziecka mija bardzo szybo i tego czasu nigdy już nie odzyskasz, więc pomimo że czasem może być ciężko i nudno. postaraj się zwolnić tempo i cieszyć każdą chwilą.

Jeśli miałabym wybrać najlepszy czas pierwszego roku to byłby to czas do 2 miesiąca życia Amelii, kiedy w większości spała i jadła i można było ją zabierać na długie lunche i wycieczki, a ona słodko drzemała w wózku. A potem kiedy nauczyła się chodzić- wtedy dopiero zaczął się fajny czas i trwa on do dzisiaj. Dla osoby, która nie lubi siedzieć w domu, wyjścia do parku, na plac zabaw, do muzeum, czy na plażę to balsam dla duszy. Coraz bardziej spędzam czas z Amelią jak z trochę niższą kumpelą.

Poniżej wycieczka do Happy Hollow Park& Zoo